Tak, to dla niektórych pewnie zaczyna się robić nudne. Mniej więcej, co drugi mój post to relacja ze spotkania z Krakowa... Ale jak tu tego nie opisać! Te przeżycia, Ci ludzie, emocje i wszystko dookoła! Tego nie da się nie pokochać! I przyznaję, że już nie wyobrażam sobie miesiąca bez wyjazdu do tego miasta, w którym dzieje się MAGIA! Rynek i jego okolice mam już w małym paluszku, a w myślach wciąż spaceruję po malowniczych uliczkach Krakowa.
Yeah, I know it may be a little bit boring, because almost every other post is about doll meet in Cracow. But it's so hard to describe! These people, experiences, such emotions and everything around! It's amazing time! I can't imagine month without doll meet in Cracow now! It's magic!
I hope you'll enjoy photos :) And sorry for this short english relation... But I'm still so excited!
Ale samo miasto byłoby niczym bez nich. Bez tych zakręconych ludzi, co zwą się kolekcjonerami lalek. To dzięki nim zaczynają się czary...!
Jak zwykle w niedzielę - dniu wyjazdu - mój budzik zadzwonił o 4 rano. Dobrą chwilę zastanawiałam się dlaczego to ustrojstwo się nie zamknie i nie pozwoli mi dalej spać... Ale wtedy przyszło otrzeźwienie - to dziś! Kolejny meet! Podróż była wyjątkowo męcząca, ale warto przesiedzieć te cztery godziny w busie, żeby to przeżyć!
Nasza zwyczajowa ekipa, zwana krakowską, w której skład zaliczają się: Grażyna, Mad, Borze, VMarcin, Mobe, Dollbby i ja została zasilona przez znanego Wszystkim Starego Zgreda, a pieszczotliwiej Zgredkę :)
Jak zwykle - pierwszy punkt programu to wyprawa na targ! Idzie nam to coraz sprawniej, ale to tylko dlatego, że brakuje ciekawych okazów. Jedynie Dollbby ze swoim sokolim wzrokiem wypatrzył coś "godnego uwagi".
Następnie Ogród Botaniczny... Czy ktoś wie co się z nim stało? :P Zachęceni przez Borze skorzystaliśmy z okazji i większą część popołudnia spędziliśmy w jej urokliwym mieszkanku, pijąc kawę, jedząc lody, siedząc na cudownej, czerwonej i łuszczącej się kanapie i racząc się wrzaskami papugi (mi się podobały, ale biedna Borze ma dość ptaszyska na co dzień...!) Byliśmy w raju, dosłownie...! Uwaga spam. Nie wiedziałam co wybrać z ponad 340 zdjęć....!
Jeden wielki misz-masz! Chaos na stole, ale każdy znalazł coś dla siebie! Kloniki, Mattelki, Disneyki, Dyniogłowe, Monsterki, FR, Hot Toysi i inne straszydła ^^ Oj, było co pomacać!
Tu już pełen profesjonalizm :)
Od czego by tu zacząć? Na początek coś od Mobe :) Prawdę mówiąc nie cierpię tych Blythe-podobnych lalek... Ale to co Mobe zrobiła ze swoją Jecci Five przerosło nawet i moje oczekiwania! Zakochałam się w jej piegach! Ale oczy to makabra... xD
I jej słodkie kurczaki!
Następnie "małe" straszydełko Grażyny. O to pan Predator :)
I coś na co chyba każdy czekał! Webarella! No kocham jej łapki! I w dodatku każda inna!!!!!!!!! jako fetyszystka łapek - byłam w raju ^^
Zgredka powaliła nas swoimi facetami, każdy chciałby wyciągnąć taką lalkę ze swojej skarpety! (tak między nami - to świetny patent na transport ;P)
Niezastąpiony Loki, niesamowicie przystojny Hansel, seksowny nie-pamiętam-kto :) w zabójczym garniturze i moja miłość - zawadiacki Jack Sparrow!
Tak, tak... Ci panowie świetnie się czuli w swoim towarzystwie :)
Mad z kolei miała ze sobą faceta od Simby i mattelowskiego Jacka :)
I co tu dużo mówić, mimo że Mattelowski Jack wyróżnia się spośród innych Kenów i jest naprawdę świetny, to do stóp nie dorasta wydaniu od Hot Toysów. Z resztą mina Jacka z prawej mówi sama za siebie! "Co to za nędzna podróba mnie?!"
A skoro urzędowaliśmy u Borze, mieliśmy pod rękami wszystkie jej lalki! Ileż tych cudowności!
"Jestem Jaśnie Panicz Cyryl i jestem taki aspołeczny..."
A to zdjęcie kocham <3 nbsp="" p="">
3>
Chwilami sama nie wiedziałam co się dzieje dookoła mnie!
Na koniec dnia pierwszego i jeszcze z całą ekipą plenerek w Plantach! Wtedy lalki zyskują najwięcej uroku!
Tak, tak... Wszystko trzeba dokładnie obejrzeć :)
Spotkanie bez zaiste pięknej łydki, to dla nas już nie spotkanie!
Po plenerze część się rozeszła do domów, odprowadziliśmy Mobe na busa i Zgredkę na pociąg. To był naprawdę cudowny dzień i baaardzo Wam za niego dziękuję! Te spotkania pozwalają się tak cudownie oderwać od rzeczywistości :) Ale dla mnie po raz pierwszy to nie był koniec. Czekało mnie nocowanie u Borze i cały następny dzień w Krakowie!
Jak zwykle do końca zostaliśmy "naszą wspaniałą" czwórką (Borze, VMarcin, Dollbby i ja), z którą co tu dużo mówić... Po tych paru spotkaniach (i godzinach rozmów) czuję się jak w gronie najlepszych przyjaciół i to nie jest czcze gadanie :) Takie wieczory jak ten w mieszkaniu Borze, mogłabym mieć na co dzień. Śmiechy, rozmowy - od lalek po codzienne życie - nie ma co - dobraliśmy się jak nigdy :) Panowie upuścili nas koło 23, ale dla nas ten wieczór skończył się koło 2 w nocy! Co to był za czas :) A na pewno materiał na kolejny post, bo talent Borze jest niezmierzony!
Tu taka mała zapowiedź (akurat autorstwa Dollbiego):
A następny dzień...! Oj :) Zaczęło się od malej niespodzianki, bo nasz kochany Marcin obchodził swe kolejne 18 urodziny! Jego mina kiedy zobaczył nas z tortem na przystanku... - BEZCENNA! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Wariacie! :*
A potem już tylko ciuchlandy i lumpeksy w poszukiwaniu lalek! Do wieczora czas zleciał niepostrzeżenie i już trzeba było się żegnać. Podróż do domu, umilona jeszcze pogaduchami (jakby nam było mało tego) szybciutko zleciała :)
A mi już się marzy powrót na czerwoną kanapę i ćwiergolenie tego wrednego ptaszyska i czekanie aż zawoła: "Maksiu!".
A dla ciekawych więcej wrażeń w innym wydaniu u:
-
Borze
-
Dollbbyiego
-
Zgredki
-
VMarcina
-
Mad
-
Mobe
:)