niedziela, 25 sierpnia 2013

Night, coffee and Louboutin...

O mój Borze...! Czyli co się dzieje kiedy dwie kolekcjonerko-zbieraczki-fotografki-amatorki zostają same nocą w Krakowie? Otóż.... Dzieją się rzeczy dziwne, ale jak najbardziej lalkowe. Borze to artystka i jej mieszkanie ma duszę, którą postanowiłyśmy nieco zdemolować.

Oh my...! What happens, when two, crazy doll collectors and amateur photogrpahers in one stay alone at night in Cracow? And so... Strange things happen, but dolly things :) Borze is an artist and her flat has a soul and we decided to demolish it a little bit... :) Relation from night of doll meet :)

Moja licha bateria od aparatu po całym dniu fotografowania wszystkich i wszystkiego dookoła nocą odmówiła już posłuszeństwa i umarła śmiercią naturalną. Na szczęście Borze ma ładowarkę, o której ja nawet nie pomyślałam i.... Żelazko!
Żelazko...? Nie, nie do prasowania. To byłoby zbyt prymitywne jego zastosowanie... :) Musiałam wspomóc moją baterię, żeby w końcu zaczęła się ładować... A ciężar żelazka był tym czego potrzebowała :)



Dotychczasowy stolik "w salonie" stał się inspiracją do stworzenia sesji w kawie!  I to nie byle jakiej :) Właściciel przez wiele lat ją podkradał z pracy, żeby w końcu wypełnić szufladę po brzegi, znajdującą się pod szklanym blatem! Mamy więc wątek kryminalny... Ale mniejsza o to :) Bo kiedy Borze już dorwała się do mojej lalki nie mogła przestać jej fotografować! Zobaczyć tą dziewczynę w ferworze pracy, kiedy misternie starała się uruchomić sztywne basicowe ciałko (czytaj ręka w górę, ręka w dół, z głową - analogicznie) - bezcenne! A jej talent jest niezmierzony, a zdjęcia, które wyszły spod jej ręki, dla mnie przynajmniej, niesamowite! Borze pokazywała jej już u siebie, więc żeby nie spamować tymi samymi zdjęciami wszędzie dookoła wrzucę tylko te moje ulubione.





Kiedy Borze znęcała się nad kawą i moją lalką, ja siedząc na podłodze przeszperałam wszystkie jej pudła z ubrankami. Nie dość, że ma tam mnóstwo oryginalnych ubranek, to jeszcze są takie jej autorstwa! Nie brak jej pomysłowości, niektóre były genialne! A to co szyje dla swoich BJD: Safira i Cyryla to mistrzostwo :)


No a potem to już mnie poniosło i Louboutin musiała odegrać mały pokaz mody! Tu tylko niektóre wybrane stylizacje, oczywiście zdjęcia autorstwa Borze :)


Dancing Queen!

Miss zebra!


 W stylizacji Salon Surprise

I w sukience od Angel Face ala Domek na prerii


Nocą jeszcze zajęłyśmy się włosami Pocahontas. Z pomocą lampko-czajnika udało się uzyskać efekt jak z pudełka :)

Poca przed:

I po kuracji:

Następnego dnia odbyła się też sesja parapetowa. Oczywiście Louboutin musiała się wepchać na pierwszy plan i założyć cudną suknię autorstwa Borze! Pierwsze zdjęcie Autorstwa Dollbiego, pt. "Borze, robię zdjęcia!" A reszta to już czysty talent Borze :)










I na podsumowanie tego wszystkiego, zacytuję moją kompletnie nielalkową przyjaciółkę E:
" Nie jesteście normalni! Ale to takie pozytywne!"

To chyba najlepsze stwierdzenie na to całe szaleństwo... :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Cool Colors: Purple Panic Christie

Miała być relacja z drugiego dnia, a właściwie nocy (ah co to była za noc!) w Krakowie, ale chwilowo wygrała chęć pokazania nowej lalki! Tak! Długo, oj długo się zbierałam do jej kupna i jak to zwykle bywa - w końcu pojawiła się w korzystnej cenie. O dziwo nie miałam zwyczajowego parcia na kupno nowej lalki. Przesądził rzut monetą, w trakcie którego zdałam sobie sprawę, że autentycznie ją chcę. No i niedługo po tygodniu od zakupu jest już u mnie :)

Lalka pochodzi z serii Cool Colors, czyli serii, którą darzę ogromną sympatią od czasów dzieciństwa. Jednak dopiero teraz kiedy poważniej zaczęłam się zajmować kolekcjonerstwem zapragnęłam posiadać wszystkie lalki. Prawie dwa lata zbieram się do skompletowania serii. Dziś doszła (a właściwie ja goniłam za listonoszką) Purple Panic Christie! Teraz tylko Skipper do kompletu!

There had to be relation from the second day, or actually night in Cracow, but at the moment desire to show new doll won! Yes, I wanted to buy her for a really long time and finally she was in occasional price!
She's from Cool Color series, series that I like since my childhood. When I started to collect more seriously I've decided to buy them all. Almost two years I'm trying to collect them all :) Today came to me my Purple Panic Christie! Only Skipper left! :)





Jest taka śliczna..! Naprawdę! Jednak lalki z lat 90 zawsze będę darzyć tak dużym sentymentem :) Jednoznacznie kojarzą mi się z cudownym dzieciństwem! Posiada headmold Asha jak większość Murzynek z lat 90 oraz co mnie zaskoczyło - ona ma zielone oczy!

She's so beautiful! Really! Dolls from the 90's will be always the best for me, becasue that was time of my childgood. She has Asha sculpt and what suprised me much - beautiful, green eyes! 


Miałam coś napisać... Ale Dollbby pokazał mi swoje nowe cudo i straciłam wątek...! 

Hmm.. Tak.. Co to miało być? Tak! Co wyróżnia i zarazem łączy tą serię? Oczywiście ciuszki! Wszystkie lalki mają je zrobione ze sztruksu. 3 ubrane są w ogrodniczki a Christie w spódnicę!

I was writing something... But Dollbby showed me his new, amazing doll and I forgot what I had to say...!

Hmm... Yeah.. What I was thinking about...? Yes! What favors this series and what these dolls have in common? Of course clothes! 3 of them wear corduroy overalls and Christie has corduroy, purple skirt!



Wszystkie lalki mają też plecaczki i czapki (poza Teresą, która była w dwóch wydaniach).

All of them have backpacks and caps.


Każda lalka ma pomalowane paznokcie, pierścionek i bransoletkę. A do stroju mają dobrane sportowe buty.

Every doll hass painted nails, ring nad bracelet. They wear sport shoes:





Z ciekawostek w instrukcji pokazano lalkę z headmoldem Teen Skipper.... Tylko dlaczego?
Suprise - in instruction is a doll with Teens Skipper Sculpt... But why...?




I w końcu troszkę zdjęć mojej ślicznotki już bez pudełka i z dziewczynami z serii:

And finally photos of my beautiful doll without box and her friends from the series:












Teraz tylko Skipper!
Only Skipper left!



wtorek, 20 sierpnia 2013

Cracow. Again.

Tak, to dla niektórych pewnie zaczyna się robić nudne. Mniej więcej, co drugi mój post to relacja ze spotkania z Krakowa... Ale jak tu tego nie opisać! Te przeżycia, Ci ludzie, emocje i wszystko dookoła! Tego nie da się nie pokochać! I przyznaję, że już nie wyobrażam sobie miesiąca bez wyjazdu do tego miasta, w którym dzieje się MAGIA! Rynek i jego okolice mam już w małym paluszku, a w myślach wciąż spaceruję po malowniczych uliczkach Krakowa.

Yeah, I know it may be a little bit boring, because almost every other post is about doll meet in Cracow. But it's so hard to describe! These people, experiences, such emotions and everything around! It's amazing time! I can't imagine month without doll meet in Cracow now! It's magic!
I hope you'll enjoy photos :) And sorry for this short english relation... But I'm still so excited!


Ale samo miasto byłoby niczym bez nich. Bez tych zakręconych ludzi, co zwą się kolekcjonerami lalek. To dzięki nim zaczynają się czary...!

Jak zwykle w niedzielę - dniu wyjazdu - mój budzik zadzwonił o 4 rano. Dobrą chwilę zastanawiałam się dlaczego to ustrojstwo się nie zamknie i nie pozwoli mi dalej spać... Ale wtedy przyszło otrzeźwienie - to dziś! Kolejny meet! Podróż była wyjątkowo męcząca, ale warto przesiedzieć te cztery godziny w busie, żeby to przeżyć!

Nasza zwyczajowa ekipa, zwana krakowską, w której skład zaliczają się: Grażyna, Mad, Borze, VMarcin, Mobe, Dollbby i ja została zasilona przez znanego Wszystkim Starego Zgreda, a pieszczotliwiej Zgredkę :)

Jak zwykle - pierwszy punkt programu to wyprawa na targ! Idzie nam to coraz sprawniej, ale to tylko dlatego, że brakuje ciekawych okazów. Jedynie Dollbby ze swoim sokolim wzrokiem wypatrzył coś "godnego uwagi".

Następnie Ogród Botaniczny... Czy ktoś wie co się z nim stało? :P Zachęceni przez Borze skorzystaliśmy z okazji i większą część popołudnia spędziliśmy w jej urokliwym mieszkanku, pijąc kawę, jedząc lody, siedząc na cudownej, czerwonej i łuszczącej się kanapie i racząc się wrzaskami papugi (mi się podobały, ale biedna Borze ma dość ptaszyska na co dzień...!) Byliśmy w raju, dosłownie...! Uwaga spam. Nie wiedziałam co wybrać z ponad 340 zdjęć....!






Jeden wielki misz-masz! Chaos na stole, ale każdy znalazł coś dla siebie! Kloniki, Mattelki, Disneyki, Dyniogłowe, Monsterki, FR, Hot Toysi i inne straszydła ^^ Oj, było co pomacać!






Tu już pełen profesjonalizm :)






Od czego by tu zacząć? Na początek coś od Mobe :) Prawdę mówiąc nie cierpię tych Blythe-podobnych lalek... Ale to co Mobe zrobiła ze swoją Jecci Five przerosło nawet i moje oczekiwania! Zakochałam się w jej piegach! Ale oczy to makabra... xD







I jej słodkie kurczaki!




Następnie "małe" straszydełko Grażyny.  O to pan Predator :)






I coś na co chyba każdy czekał! Webarella! No kocham jej łapki! I w dodatku każda inna!!!!!!!!! jako fetyszystka łapek - byłam w raju ^^







Zgredka powaliła nas swoimi facetami, każdy chciałby wyciągnąć taką lalkę ze swojej skarpety! (tak między nami - to świetny patent na transport ;P)

Niezastąpiony Loki, niesamowicie przystojny Hansel, seksowny nie-pamiętam-kto :) w zabójczym garniturze i moja miłość - zawadiacki Jack Sparrow!




Tak, tak... Ci panowie świetnie się czuli w swoim towarzystwie :)







Mad z kolei miała ze sobą faceta od Simby i mattelowskiego Jacka :)




I co tu dużo mówić, mimo że Mattelowski Jack wyróżnia się spośród innych Kenów i jest naprawdę świetny, to do stóp nie dorasta wydaniu od Hot Toysów. Z resztą mina Jacka z prawej mówi sama za siebie! "Co to za nędzna podróba mnie?!"




A skoro urzędowaliśmy u Borze, mieliśmy pod rękami wszystkie jej lalki! Ileż tych cudowności!













"Jestem Jaśnie Panicz Cyryl i jestem taki aspołeczny..."


A to zdjęcie kocham <3 nbsp="" p="">



Chwilami sama nie wiedziałam co się dzieje dookoła mnie!






Na koniec dnia pierwszego i jeszcze z całą ekipą plenerek w Plantach! Wtedy lalki zyskują najwięcej uroku!











Tak, tak... Wszystko trzeba dokładnie obejrzeć :)







Spotkanie bez zaiste pięknej łydki, to dla nas już nie spotkanie!



Po plenerze część się rozeszła do domów, odprowadziliśmy Mobe na busa i Zgredkę na pociąg. To był naprawdę cudowny dzień i baaardzo Wam za niego dziękuję! Te spotkania pozwalają się tak cudownie oderwać od rzeczywistości :) Ale dla mnie po raz pierwszy to nie był koniec. Czekało mnie nocowanie u Borze i cały następny dzień w Krakowie!

Jak zwykle do końca zostaliśmy "naszą wspaniałą" czwórką (Borze, VMarcin, Dollbby i ja), z którą co tu dużo mówić... Po tych paru spotkaniach (i godzinach rozmów) czuję się jak w gronie najlepszych przyjaciół i to nie jest czcze gadanie :) Takie wieczory jak ten w mieszkaniu Borze, mogłabym mieć na co dzień. Śmiechy, rozmowy - od lalek po codzienne życie - nie ma co - dobraliśmy się jak nigdy :) Panowie upuścili nas koło 23, ale dla nas ten wieczór skończył się koło 2 w nocy! Co to był za czas :) A na pewno materiał na kolejny post, bo talent Borze jest niezmierzony!

Tu taka mała zapowiedź (akurat autorstwa Dollbiego):


A następny dzień...! Oj :) Zaczęło się od malej niespodzianki, bo nasz kochany Marcin obchodził swe kolejne 18 urodziny! Jego mina kiedy zobaczył nas z tortem na przystanku... - BEZCENNA! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Wariacie! :*


A potem już tylko ciuchlandy i lumpeksy w poszukiwaniu lalek! Do wieczora czas zleciał niepostrzeżenie i już trzeba było się żegnać. Podróż do domu, umilona jeszcze pogaduchami (jakby nam było mało tego) szybciutko zleciała :)

A mi już się marzy powrót na czerwoną kanapę i ćwiergolenie tego wrednego ptaszyska i czekanie aż zawoła: "Maksiu!".

A dla ciekawych więcej wrażeń w innym wydaniu u:
- Borze
- Dollbbyiego
- Zgredki
-VMarcina
- Mad
- Mobe
:)