czwartek, 26 września 2013

Cracow meet, part 2 - tattoo-mania!

Poniedziałek, trzeci dzień spotkania, a właściwie jeszcze późny wieczór dnia wcześniejszego i cała noc...!

Kiedy panowie opuścili borzową norkę zapanował ogromny smutek. Na pocieszenie (albo raczej odmóżdżenie) zasiadłyśmy z Just przed laptopem i pochłonęłyśmy wszystkie odcinki "miłości na bogato". W końcu dowiedziałyśmy się czym jest showroom i z niecierpliowścią czekamy na dalsze losy głównej bohaterki (że też ma na imię Justyna... Przypadek? Nie sądzę.)! ^^

W rytmach jakże porywającego serialu zajmowałyśmy się pracą twórczą - czyli czymś co dwie kolekcjonerko-zbieraczki-fotografki-amatorki lubią najbardziej :D Just jak zwykle czekając na lepsze światło chwyciła za swój aparat tuż po północy i przy blasku księżyca strzelała fotki na prawo i lewo.
A ja w końcu (po zmarnowaniu tony filcu) zajęłam się tapicerką borzowych-emipkowych foteli :)

Operetta już zdążyła się na nich rozwalić. Z żarówiaście zielonych zrobiły się czerowne (musialy pasować do borzowej kanapy!)


Kilka zdjęć wykonanych wieczorową porą...





Arielka... A niby taka grzeczna... Nocą wszystko wyłazi na wierzch!


Poznajecie ją? To Jewel Girl Teresa! Just opchnęła mi ją za winiacza... (a w pakiecie dorzuciła jeszcze ręcznie robione spodnie i spódnicę!) - robić z nią interesy to bajka ^^


Co prawda w swoim zbiorze już jedną taką Teresę posiadam... Ale ona ma tak nietypowy makijaż, że już dawno marzyło mi się zrobienie pewnego ooak'a... A dzięki Justynie mogę spełnić to marzenie :) Nie dość, że mi ją "sprzedała",  to jeszcze troszkę ją podkolorowała  i zabezpieczyła lakierem ^^ W końcu będę miała "złą" siostrę dla mojej Tereski :)



Jest mhrooocznie! To na razie początek :) Wizja już jest w głowie, teraz tylko relizacja niecnego planu... Niedługo poznacie jej prawdziwe oblicze :)


W poniedziałek z rana wybrałyśmy się do chińczyka, gdzie nabyłyśmy mnóstwo lipnych tatuaży! I wtedy zaczął się szał! A miał być jeden tatuaż na próbę.... Nie wiem ile razy mówiłyśmy: "ten już będzie ostatni...!"
I tak z jednego próbnego zrobiły się 3 wytatuowane lalki (i w konsekwencji tylko jedna na próbę).

Arielka w końcu wygląda jak prawdziwa buntowniczka z krwii i kości!





Moja Terania dostała parę dziar na próbę... I tak czeka ją zmiana ciałka :)




Czy widzicie te ponętne usteczka?


Drugiej Teresy Justyny też nie oszczędziłyśmy... Ale ją w pełnej krasie zaprezentuje już właścicielka... :) Była mowa o różowej panterce... - więc czekajcie cierpliwie!


I jak podsumowała Just, kiedy pytałam: "co ja mam napisać... ?" - "Brutalną prawdę..., że generalnie to krew, pot, łzy, deszcz i tortilla". Od siebie dodam jeszcze ciastka, kawę i pośpiech na busa - a to wszystko dla Piotrka ;D Bo nasza kochana Gwiazda dostała poniedziałkowego leniwca :P

A cały czas towarzyszył nam zamszowy Swini (własnoręcznie wykonany przez Just):




wtorek, 24 września 2013

Cracow meet, part 1

Czym byłby miesiąc bez spotkania w Krakowie? Szczerze, wolę sobie tego nie wyobrażać!

Spędziliśmy razem 3 fantastyczne dni! Moje wpisy relacjonujące te meety są już baaardzo sentymentalne, ale nie mogą być już inne - bo stworzyliśmy taką paczkę, z którą ciężko się żegnać kiedy trzeba wrócić do domu... Do Krakowa dojechałam w sobotę, na dworcu już czekała na mnie Justyna (borze)! Wyściskałysmy się na środku ulicy, co z tego, że dookoła jeździły busy i autokary :)

Potem, co działo się potem...? Zorganizowałyśmy "czerwony dywan", było wino, ciasto, muzyka i świece. Dołączyli do nas Marcin z Piotrkiem. I dopiero się zaczęło:  lalki, pogaduchy, śmiechy, wszystko to do późnej nocy w doborowym towarzystwie i na słynnej czerwonej kanapie :) I tak minął dzień pierwszy...

Dopiero w niedzielę zaczął się właściwy meet. Jak zwykle była rundka na targ, gdzie Piotrek nabył trochę skarbów. Odebraliśmy Zgredkę z dworca, następnie dołączyli do nas Mad i Marcin. Ponownie rozgościliśmy się na borzowej czerwonej kanapie, popijając herbatkę i kawę oraz rozkoszując się widokiem naszych cudeniek :)

Nie sądziłam, że kiedyś je zobaczę... A jednak! Przedstawiam niesamowite Bild Lili Zgredki!








Sweeney i Ken Tango z moją Hope




Słodkie kucyki kocyki i kloniki Piotrka :)





Przecudny klonik Vintage Bubblecut z Lilli (dla porównania wielkości)



Nowy nabytek Marcina:


Oczywiście nie mogło zabrkanąć Jaśnie Panicza Cyryla...

"Wal się z tym aparatem, moja droga!"


I z Safirem.





I piękny, nowy nabytek Mad - Lothar :) Kolega przeszedł małe spa, dzięki zdolnym rączkom Justyny :)



Trochę to makabryczne.... :D




Boskie oczy!!!!






 I voila! :)




Piotrek też zapranął pobawić się w kosmetyczkę...



Jeszcze kilka ostatnich zdjęć:


Mhroczne towarzystwo



Teresa Just, która przeszła małą metamorfozę...



Mój nowy nabytek! Jewel Girl Teresa, o której jeszcze tu usłyszycie...:)



Na takich spotkaniach czas leci nieubłaganie szybko... Zanim się człowiek obejrzy już trzeba się zbierać. Odprowadziliśmy Zgredkę i Mad. I chyba nietrudno zgadnąć co było potem - znowu naszą Fantastic 4 wylądowaliśmy na czerwonej kanapie! :) W tym towarzystwie nie zazna się nudy :D Odkrywanie naszego naturalnego piękna - czyli wizje twórcze Marcina, porządki w Justowym mieszkanku, pogaduchy przy świecach, miłość na bogato, tapicerka, sesje zdjęciowe o 2 w nocy... Tam po prostu trzeba być. I tak minął dzień drugi....

Dzień 3... To już zupełnie inna historia - pojawi się niebawem :)

A tak na zakończenie, kiedy wczoraj po północy ledwie przekroczyłam próg mieszkania, nawet nie zdążyłam zdjąć kurtki, moja mama od razu zapytała:
"To jak tam było? Kiedy znowu jedziesz do Krakowa?"