środa, 12 września 2018

The Look Urban Jungle Barbie

Dziś na blogu - wg kolejności przybycia - powinna pojawić się Superstarka. Niestety przejrzałam jej zdjęcia, które zrobiłam już dość dawno i żadne z nich nie zadowoliło mnie na tyle by mogło pojawić się na blogu. Sesję muszę powtórzyć - niestety dopiero, gdy naprawię stary lub kupię nowy aparat. Dlatego dziś przeskoczymy dalej - do Barbie z serii The Look - modelu Urban Jungle.

Lalkę nabyłam ponad dwa lata temu, kiedy seria cudem pojawiła się w naszych lokalnych sklepach zabawkowych. I... Muszę przyznać, że jest to jedyna lalka z całej mojej kolekcji, do której nie pałam wielką miłością i tak naprawdę nie umiem się do niej przekonać. Wracałam do niej w sklepie chyba ze cztery razy i dopiero po czasie zdecydowałam się na kupno. Dlaczego? Bo to był pierwszy kolekcjonerski wypust Barbie o twarzy Millie i miała grzywkę.


Pierwszą oficjalną lalką z nową twarzą, była playlinowa Barbie Film Director wydana w 2014 roku. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Nadużywany mold Generation Girl z charakterystycznym bąblogłowiem i ogromną ilością makijażu poszedł w odstawkę (wersja GG z powiększoną głową, tzw bubble head), a na jego miejsce dumnie wkroczyła "świeża i naturalna" Millie (nazwa moldu od  nazwiska Barbie Millicent Roberts). Początek był naprawdę ciekawy! Tak jakby w Mattelu coś zaczęło się dziać, firma wyszła ludziom naprzeciw, potem pojawiły się modyfikacje ciał (popularne Curvy, Petite i Tall) oraz ciałka o niezwykłej ruchomości w serii Made to Move. A z tym wszystkim równocześnie pojawił się dramatyczny spadek jakości. Na jakość ponarzekam jeszcze później. Skupmy się na twarzy. Wielu kolekcjonerów ją pokochało, ja jej nie znoszę. Zrobił się jeden wielki bum na Millie. Millie jest nową twarzą, firma promuje ją wszędzie... I... Praktycznie każda Millie wygląda tak samo. Błękitne oczy, słomkowy odcień blondu, delikatne, różowe usta i wchodząc do sklepu dostajesz oczopląsu, a poszczególne lalki odróżnisz tylko po ubranku (oczywiście są wyjątki, kręcone włosy, rude, piegi - ale to pojedyncze egzemplarze). Mattel wciąż promuje trend "bąblogłowia", którego nie znoszę dlatego jedyną Millie, którą mogłam zaakceptować była wersja kolekcjonerska z równie kolekcjonerską wielkością głowy (tj mniejszą). Boli mnie jednak to, że wyraz jej twarzy jest równie nijaki jak wersji playline. Tak naprawdę wygląda jak playline :(

Zero pazura, zero błysku w oku... I kiedy stawiam ją obok moich kolekcjonerskich Barbie... Wygląda biednie i strasznie nijako. I co tu dużo mówić - takie moje rozżalenie trwa nieprzemiennie od jakichś 4-5 lat. Boli mnie jak widzę coraz gorszą jakość, oczy naklejki i niszczenie przepięknych moldów kiepskimi projektami... A na Millie i równie popularnego Karla już nie mogę patrzeć

Tak moja Millie prezentowała się w pudełku. Cieszyłam się, że i tak udało mi się zdobyć ładniejszą wersję ze smuklejszymi oczami.





Jej buzia nie porywa, ale jest sympatyczna, grzywka dodaje jej uroku (wg mnie), ale nie widzę w niej nic z lalki kolekcjonerskiej. 


Spódnica zrobiona jest z dość taniego sztywnego materiału, na szczęście "skórzana" kurtka jeszcze ma podszewkę. Lalka dostała okulary przeciwsłoneczne, plastikowy naszyjnik, gazetkę i kubek z kawą. Pocieszający jest fakt, że ma jeszcze kolekcjonerskie ciałko. Tułów to sylwetka model muse, do tego pivotalowe dłuuugie szczupłe nogi i dłonie  niestety już jak od Fashionistas. Wiem, że dużo osób domaga się artykulacji u lalek, ale dobre model muse w tym przypadku dla mnie zalatiwłoby sprawę.





Moim ulubionym elementem całej stylizacji są tak naprawdę buty. Projekt jest ciekawy, do wykonania oczywiście można by się przyczepić, ale ogólny zarys jest na plus.


 Nie wiem czy ją lubię, czy nie. I tak stoi na tej mojej półce - chyba tylko ze względów kolekcjonerskich, by mieć choć jedną taką sztukę.

 Kocham Barbie od dziecka, pasjonuję się jej historią, dużo czytam i dużo wiem, ale bardzo nie podoba mi się to w jakim kierunku idzie firma matka. Kiedy nawet kolekcjonerskie egzemplarze nie przyciągają uwagi i strach je kupować na portalach aukcyjnych, bo w każdym przypadku można dostać bubla. Żywię ogromne nadzieje, że przyszły rok - 60 lecie najsłynniejszej lalki świata - przyniesie jakieś pozytywne zmiany, bo jak na razie jedyne co mi się ciśnie na usta to: "What the hell, Mattel?"

5 komentarzy:

  1. Masz rację. Miałam dwukrotnie możliwość zakupu tejże lalki, ale nie zobaczyłam w niej nic (może oprócz kurtki i butów), co by mnie w niej ujęło... Zgadzam się też, że jest sympatyczna i grzywka dość ciekawa, ale ogólnie nie jest porywająca a już zupełnie nie za tę cenę. Szukamy w lalkach kolekcjonerskich atrakcyjniejszego wyglądu, lepiej zaprojektowanych i wykonanych ubrań oraz oryginalności, która rzuca na kolana!
    Laleczka jest miłą postacią i na pewno znajdzie swoich zwolenników. Szanuję ich wybór, bo przecież każdy ma inne wymagania i czego innego oczekuje od kolejnych "propozycji" tej firmy :-)
    Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie mogłabym się przyczepić
    do tej pannicy gdyby nie te
    naklejki w oczodołach - SZOK :/

    ciuszki świetne, butki też fajne,
    a blondi z okładki przywodzi mi
    na myśl aktorkę z Dynastii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyne, co mogę powiedzieć to to... że w 100% się z Tobą zgadzam. Jakość spada dramatycznie, krzywe oczy i okropne włosy to tylko wierzchołek góry lodowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna jest ta panienka. I ja bym ją przygarnęła, ale teraz jest trudno dostępna, w dodatku za astronomiczne kwoty :-) Fajnie, że ją masz :-) Podoba mi się ten mold barbiowy ;-) Jedyny ze współczesnych barbioszek, który kojarzy mi się z typową Barbie, a nie po prostu lalka Mattela jakiejś tam serii.

    OdpowiedzUsuń