poniedziałek, 16 grudnia 2013

Welcome back chaos...!

Czyli relacja na świeżo, tuż po powrocie z Krakowa :) Nawet sobie nie wyobrażacie jak mogło mi brakować tych spotkań! Ostatnio pełna, no prawie pełna, krakowska ekipa spotkała się w Krakowie we wrześniu. Mimo, że rozmawiamy ze sobą praktycznie dzień w dzień - to i tak szmat czasu, a żaden komunikator czy telefon nie zastąpi spotkania na żywo... Ale zaczynając od początku... Miało być saneczkowe szaleństwo, jednak z powodu braku śniegu jak zwykle skończyło się na Borzowej kanapie (tak sobie myślę... Non stop o niej piszemy, a jeszcze nigdy nie została w całości uwieczniona na zdjęciu! Cóż... Będzie trzeba to nadrobić!).

Dla mnie całe szaleństwo jak zwykle zaczęło się o 4 rano, tym razem w sobotę, kiedy to o dziwo budzik nie zadzwonił!!!!!! Nie wiem czy to podświadomość, ekscytacja czy Bóg wie co innego sprawiło jednak, że ja jako największy śpioch świata, sama obudziłam się dosłownie parę minut po czwartej. Pogoda w Lublinie nie zachęcała do podróży - szaro, buro, ponuro i dodatkowo siąpił deszcz... Wyjątkowo przesapałam całą drogę, a kiedy obudziłam się dosłownie parenaście kilometrów przed Krakowem - na niebie już pojawiło się słońce. Co prawda kiepsko grzało, ale to zawsze coś :)

Just - wymęczona po całonocnej "libacji" ;) - odebrała mnie z dworca, po drodze zrobiłyśmy małe zakupy i rozpoczęło się nasze szaleństwo i tytułowy chaos :) Wyjątkowo nie zaczęłyśmy od lalkowania, a od zrobienia tzw ciasta bez pieczenia. Jego skład to głównie cukier, cukier i cukier oraz herbatniki :) Więc było słodko i nieco kalorycznie. Kiedy ja zajmowałam się budyniem, Just pochłonęło siekanie masła w drobne trójkąciki oraz robienie z nich choinki!



Ciasto w końcu wylądowało w lodówce a my mogłyśmy się oddać temu co zakręceni lalkowicze lubią najbardziej - czyli macanie, podziwianie, wygibasy i inne lalkowe szaleństwa :) Wcześniej jeszcze Just ustawiła przepiękną choinkę z książek!


A potem były tylko lalki, lalki i lalki...!







- Bo widzisz Cyryl! One się wszędzie panoszą! I jest ich coraz więcej! I zajęły mój pokój! Justyna oszalała....!



Safir jak zwykle miał wszystko i wszystkich daleko w nosie. Rozmarzył się czytajac przygody dzielnych bohaterów...


Dostało mi się gitarą po głowie od mojej Tereni kiedy zobaczyła to zdjęcie... Właśnie stoi w kącie i się focha, że nie zabrałam jej do Krakowa.



A to moja radosna twórczość :) Jak widać przeciwieństwa się przyciągają. Zbuntowana Ariel i przesłodka Aurora na zawsze raaaaaazem! Oh i ah :)



Moja Tosia dostała wielki "brylant"... Ciekawe kto jest jej wybrankiem...?


I znowu moja radosna twórczość - wypłosz Barbie dostała ode mnie nową zgrabną fryzurkę, została przechrzczona na "słitaśną" Lolę... Justyna nie była zbytnio zachwycona :P




 Tosia z Tosią :) Nie mogło się obejść bez takiego zdjęcia :)


I ta daaaam! Moje nowe cudo, któro miało oficjalne powitanie w Krakowie. Przedstawiam moją cudowną, wymarzoną FR16 - Anais McKnight :) O niej jeszcze będzie dokładniej :)

Tutaj przymierzała różne ciuszki i już wiem, że muszę jej kupić takie genialne trampki!






Późnym popołudniem w końcu dotrali do nas Marcin z Piotrkiem i taki o to lalkowy bajzel zastali na  czerwonej kanapie. Znowu zaczęło się szaleństwo: ciasto, pogaduchy i śmiechy przez parę godzin za dnia i jeszcze troche nocą.

Na dobitkę z Just obejrzałyśmy jakże ambitny wytwór pewnej muzycznej telewizji... Zmęczone aż do bólu, stwierdziłyśmy, że jednak jesteśmy damami i czas spać. Tak minęła sobota :)


Właśnie, a to dopiero sobota! Jeszcze cała niedziela przed nami! Jak zwykle zaczęło się od targu :) Kiedy dotarłyśmy z Justyną oczywiście Piotrek już zdążył przetrząsnąć wszystkie stragany (nasza śpiąca królewna - Marcin - musiał odespać zarwaną nockę... :P ) i jak zwykle znalazł skarby!

Potem dołączyła do nas Grażyna z nową osóbką w towarzystwie - Anią z bloga Księżycowa Barbie. Po rundce na targu wróciliśmy do Justyny. Tym razem spotkanie było zdominowane przez Barbioszki :)


Przepiękna Midge z moldem Steffie Grażyny w kreacji od Disneyowskiej Giselle :)




Barbie od Ani :)


I mamy kolejną fankę lalkowych tatuaży :) Ania nabyła Justowe ciałko dla rudej główki Fashionistki :)



Ah, te buty....


Chaos z nutką lubelskich stojaków :)


I Ania zapragnęła wytatuwać swój nabytek z targu... Oczywiście na tym jednym tatuażu się nie skończyło :)




Kolorwa Ikuko od Just - zachwycamy się jej futerkiem :)








A ci dwaj byli wyjątkowo olewani...




Nawet mały grzyb dostał tatuaż ^^


A to już trojaczki Marcina :)



No i największe zaskoczenie dnia! Nasz wiecznie zrzędliwy, ironiczny i marudny Marcin zrobił coś czego nikt w życiu by się nie spodziewał. Z dedykacją dla mnie (oh i ahhhhh! - ma się te względy :P)! Przyniósł lalkę! I to taką, że mi szczena opadła...!
Holiday Barbie 1988! 
(I zrobiło się czerwono...)






No cudo....!





Ale czy to koniec? Oczywiście, że nie :) Dołączyła do nas jeszcze jedna nowa lalkomaniaczka z Krakowa - Maja :) Niech was nie zwiedzie jej słodkie imię, bo naprawdę ostra z niej dziewczyna :) Ze sobą przyniosła przemalowane Monsterki i jedną Everkę - Maddie :)

Tu na tym zdjęciu miała się złapać łapka (kocham łapki...!), aczkolwiek ciężko ją dostrzec wśród tych kolorów :)




I jeszcze więcej łapek :)





Na sam koniec jeszcze Marcin pobawił się w kreatora mody i zrobił takie "coś" z "mojej" Loli... Ja wolałam słodką wersję.. Ale tylko ja :P



A potem nastał wieczór i niestety trzeba się było zbierać do domu... Jak zwykle smutek, łzawe pożegnania... No bo w końcu zobaczymy się dopiero za rok...!
W okresie przedświątecznym jestem jak dziecko, więc kiedy Justyna odprowadzała mnie na dworzec musiałyśmy się przejść przez rynek. Kraków to magiczne miasto a wszystkie kolorowe lampki i dekoracje świąteczne dodają mu tylko uroku, a tu trzeba wracać... Już tęsknię!

24 komentarze:

  1. Aż mi się płakać chce z żalu, kiedy to czytam... Oczywiście z żalu, że mnie, biednej, tam nie było. Następnym razem muszę zdążyć, choćbym miała własnoręcznie pchać autobus/pociąg/samochód (niepotrzebne skreślić).
    Jak mogłam przegapić Marcina z dziewczyną, i to TAKĄ dziewczyną! I boską Anais - w trampkach! (BTW, nie wybaczę Ci, jeśli nie poświęcisz jej odrębnego postu.) A mój Hunter siedzi w kącie i wyje z rozpaczy, że nie poznał kolorowej Maddie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wszystkie nasze panny lamentowały, że Huntera nie mogły poznać (w tym najgłośniej sam Marcin!)! :) Następny raz, mam nadzieję, będzie szybciutko, bo cicho przyznam, że aż za dobrze mi na tej czerwonej kanapie :) Więc wszystko jeszcze będzie do nadrobienia :)

      Usuń
  2. Wszystkie lalki piękne ale Anais cudna... Pozdrawiam gorąco! Ps.Zazdroszczę takiego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę wam tych spotkań :)) piękne lalki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To może ja dodam swoje "dwa grosze"...

    Więc absolutnie zgadzam się z Tobą, że moja lalka była gwiazdą spotkania, a ja oczywiście wisienką na torcie tegoż meetu! (a przynajmniej ja tak myślę w odmętach mego, skromnego rozumu wielkości łebka od szpilki) Obawiam się, że moje ego tak urośnie z czasem pojawiania się na kolejnych spotkaniach, że sam będę przeprowadzał "door selection", która lalka będzie miała wejście na spotkanie z moimi... bo jak wszyscy wiedzą, ja to ten bufon!

    A teraz coś bardziej na serio, bo niektórzy naprawdę wierzą w te brednie, które zazwyczaj wypisuję... po pierwsze: fajnie było spotkać dwie, nowe dziewczyny, bo im więcej nas tym lepiej, po drugie: ten weekend zaowocował dla mnie w wiele nowych zdobyczy, z których się bardzo cieszę, po trzecie: moja, roczna dieta i utrata 22 kilogramów poszła się rąbać w chwili kiedy wpierdzieliłem brytfankę tego, "dietetycznego" ciasta, składającego się z cukru i cukru, i masła, i cukru...

    ...dorzucę też, że jak zwykle fajnie było spotkać się "Świętą Czwórką", co prawda nie było jeziora łabędziego w asyście saneczkowych potworów ( bo się krawcowa nie wyrobiła na czas, z przyszywaniem cekinów do mojego kostiumu), ale i tak było super, tak jak przypuszczałem jadłem ciacho, piłem kawusię i tuliłem kaloryfer :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna brytfanka to taki jednodniowy kaprys :) Z pewnością nie wpłynie na Twoją idealną figurę :)
      Co do "Świętej Czwórki" mogę tylko potwierdzić i powiedzieć, że już strasznie mi tego wszystkiego brakuje... <3

      Usuń
  5. Spotkanie jak zwykle było Oh i ah <3
    Co tu więcej mówić, kwintesencja wypowiedzi Marcina mówi wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja Anais zawsze będzie mi się kojarzyła z tym jak byłaś u mnie i powiedziałaś "życzę Ci żebyś nie wygrała tej aukcji" potem oczywiście te słowa cofnęłaś.. ale co się miało sprawdzić to się sprawdziło. A więc gratuluję udanego zakupu.

    OdpowiedzUsuń
  7. No i jak śmiałabym napisać, że było cudownie-oh-ah-cud-miód-masełko-cukier, jak takie braki w kadrze: Mad z Hunterem nie było, Zgredki ze skarpetami nie było, Mobe nie było, Tereni Twojej nie było, śniegu nie było... Ale niestety, zmuszona jestem stwierdzić z całą stanowczością, że cudownie jednak było, co prawda bardziej cudownie-oh-ah-cukier-cukier-cukier-bufetowa-daj-jeszcze-szklankę-cukru-i-przestań-tańczyć, ale jednak wciąż cudownie, do tego jeszcze mogłam się przy was rozwinąć i z bufetowej awansować na tatuażystkę!
    A, i wypraszam sobie "libacje", ja miałam tylko problemy z koncentracją, bo Zielone Wróżki ganiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że to jednak wina kadzidełek, piekarnika i tego pociągu przed nim.. No ale ja już nie wnikam :)

      Usuń
  8. cyrylku, kochanie, mamusia tęskni za tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to pech. On za Tobą nie tęskni. On za nikim nie tęskni. On w ogóle jest wredny ;p

      Usuń
  9. musiało byc świetnie,w takim gronie i z takimi lalkami!te tatuaże wyglądają bosssko!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Marcin przyniósł lalkę, ale pewnie nie pozwolił dotykać, co? :D Fajnie macie, zazdroszczę tej atmosfery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mi pozwolił ^^ W końcu dla mnie przyniósł :) A tak serio to każdy mógł, ale że ja ją porwałam do zdjęć... - nie mieli zbytnio okazji :P

      Usuń
    2. Wyjątkowo okazałem serce, nawet mogły postawić NA PODŁODZE, co prawda zamknąłem oczy i w duchy myślałem niech się dzieje wola nieba...
      ale muszę przyznać, że dziewczyny były bardzo delikatne i nawet nic nie urwały!
      No cóż starzeję się, bo nawet nie kazałem im wkładać białych rękawiczek, więc jest progres! Chyba łagodnieję z czasem... ...tfu!... Co ja wygaduję do cholery?!

      Usuń
  11. Zazdroszczę spotkania, tyle świetnych OOAK! Nie mogę się napatrzeć, są absolutnie świetne!
    Anais jest piękna, gratuluję! Do tego ma genialne ciuchy, sama je zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy Jewel :)
      Tylko szary sweterek jest zrobiony przeze mnie, reszta to ciuszki od lalek Justyny (te od taeyanga i Kenów nieźle pasują na FR-ki).

      Usuń
  12. Ach, och, ach, łkam krwawymi łzami, i zbieram grosz do grosza, zeby w przyszłym roku, gdy ciepło zawita do serc i na dworze smignąc na kanapę, do ludziów wariackich i lalów pięknych. Anais mi się podoab i golutka i ubrana. I może by jeden mój chłopak miał u niej szansę? Taką tycią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I masz czego żałować Zgredziu! Jak najszybciej do nas przyjeżdżaj :)
      Hmmmm.. Anais się zastanawia... :) Podaj parametry ;) Bo jeśli sięga jej głową do talii, to sory - nie ma szans ;P

      Usuń
  13. To są chyba najlepsze zdjęcia jakie widziałam z jakiegokolwiek zlotu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju Fleur! Strasznie mi miło, dziękuję :) A prawda jest taka, że u nas każdy robi z lalakami co mu się tylko żywnie podoba w granicach zdrowego rozsądku. Powiedziałam "zdrowego rozsądku"?! Cofam. To czyste lalkowe szaleństwo :)

      Usuń
  14. Bonitas fotos, tus titeres tienen looks interesantes y modernos.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ Wy się świetnie bawicie ;-)))

    OdpowiedzUsuń