Ale żeby nie było tak kolorowo - od samego rana w Krakowie lało, a w drodze przez starówkę na czerwoną kanapę dopadł nas i grad!
Pogaduchy, kawa, ciastka no i lalki. Co tu się działo... Niech żałują Ci, których nie było :) Ekstremalne metamorfozy, patologia i o dziwo odrobina kultury w jednym. Tego nie da się opisać normalnie, dlatego ja dziś zajmę się tą 'nudną' i 'suchą' (jeśli można tak powiedzieć, kiedy za oknem padał deszcz na zmianę z deszczem i od czasu do czasu gradem) częścią spotkania, a mianowicie - ładnymi i grzecznymi (jak na prawdziwego kolekcjonera przystało) zdjęciami.
Pierwsza na odstrzał idzie ona. Poznajecie ją? To Dreamhouse Raquelle Mobe. Odświeżyliśmy jej nieco wizerunek i od razu wyszła jej druga strona. Nie ma to jak wizyta w krakowskim studio tatuażu...
Raquelle pozbawiona wszelkich skrupułów zaatakowała też nowy nabytek Borze - Don Pepe Mareczka (jemu też nie udało się uciec ze studia...)
A tu już trochę bardziej melancholijnie - Cyryl na huśtawce... Jak zawsze zamyślony i nie interesujący się niczym poza swoją osobą.
Nolee Borze, już na nowym ciele (którego oryginalną głowę niecnie przejęłam) i w nowym, pięknie udzierganym sweterku...! Te 'warkocze'! Wspaniałe :)
I coś co Kasia lubi najbardziej - czyli Monsterowe łapki! Poza Catrine DeMew wszystkie należą do Magdy.
Cuda Marcina...
... i moja Whitney, nazywana Kłaczkiem :)
Mała Alicja z Krainy czarów od Dollbbyiego :) Już moja :)
Moja nowa głowa, już na nowym ciele nie chciała pokazywać się w takim stanie... Więc 'mów do ręki!'
Sarim w swoich włosach... Czyż nie jest cudny...? Te oczy i łapka... ;)
I w pożyczonych od Cyryla :)
I niezastąpiony Safir... Nie mówcie Cyrylowi, ale to jego lubię bardziej... Ciiiiii...!
Ładnemu we wszystkim ładnie:
W niedzielę wybraliśmy się do Manggha Muzeum na wystawę 'To nie są lalki dla dzieci'. Muszę przyznać, że BJD nie robią już na mnie aż tak ogromnego wrażenia, zwłaszcza kiedy dopiero co opuściliśmy mieszkanie Borze, gdzie spokojnie mogliśmy pobawić się, pomacać i poprzebierać jej panów. Ale nie mogę też powiedzieć, że nie wywarły na mnie żadnego wrażenia, bo wtedy musiałabym skłamać. Minusem wystawy był brak opisów przy każdej lalce. Moja wiedza o BJD nie jest jakaś bardzo mała, ale do ekspertów też nie należę. Znałam, tzn firmę i model, pojedynczych z wystawionych lalek, ale w większości nie wiedziałam co tak naprawdę oglądam.
Chciałabym tu pokazać rzeczy, które zwróciły moją szczególną uwagę i po prostu bardzo mi się spodobały.
Wspaniały tatuaż.. Chyba mam jakąś manię jeśli chodzi o lalkowe tatuaże.
Kolejny tatuaż.... :)
Ta lalka tak naprawdę wcale mi się nie podoba. Ma okropne, podwójne stawy, nieproporcjonalnie długą szyję i straszną rzeźbę twarzy. Za to wykonanie jej stylizacji jest perfekcyjne.
Ta była niesamowita...! A ja do tej pory nie wiem co to za jedna... I te buty! Oh....
I niezaprzeczalny numer jeden z wystawy (chyba nie tylko mój, prawda Borze?).
Nieziemska Asa!
I to by było na tyle. W ten weekend sporo się u mnie porobiło... Przybyły dwie nieplanowane lalki (Alicja i głowa), dokonałam pierwszych bucikowych zakupów na ebay'u (!), przede mną sporo czekania na jedną wymarzoną lalkę... No i mam kolejny lalkowy cel do realizacji! Kiedyś.... W przyszłości.













