czwartek, 30 kwietnia 2020

Nu.Face Charmed Life Imogen Lennox

Kolejną lalką ze stajni Integrity, która zagościła w moje progi była Charmed Life Imogen Lennox. Muszę przyznać, że nie była to lalka, którą miałam w planach kupić dołączając do klubu - ale kiedy zobaczyłam nową kolekcję po prostu zapragnęłam ją mieć! To chyba była moja słabość do rudowłosych lalek.
Kiedy do mnie dotarła - wyglądała tak. To były pierwsze zdjęcia, które zrobiłam jej telefonem zaraz po otwarciu pudła - wiedziałam, że nie wytrzymam z rozpakowaniem do momentu właściwej sesji zdjęciowej.
Jak widać przywiązana jest wstążkami, na włosach są zabezpieczenia, na ręce metka (choć trochę schowana za spódnicą) i poniżej pudełeczko z akcesoriami: butami, biżuterią, torebką i zestawem dodatkowych dłoni.





A tak prezentuje się już na właściwej sesji u mnie. Ostatnio kombinowałam sobie trochę z tłami - w tym celu docięłam sklejkę na odpowiedni wymiar i kupiłam takie małe próbki farb - taka ilość w zupełności wystarcza do pomalowania ścianki. Imogen najlepiej wypadła na granatowym tle! A lustro, na którym stoi tylko podbiło cały efekt, plus zapewniło dodatkowe doświetlenie (to taki drobny patent, który z pewnością mogę polecić).
Wracając już do lalki - w Imogen urzekła mnie nietypowa stylizacja: fioletowe, wyszywane w czarne wzory, body, do tego sztywna spódnica w kolorze czerwonego wina, kabaretki i ciężkie buty a la martensy - których u mnie już nie zobaczycie, bo wymieniłam je na nieco lżejsze botki. Buty które spodobały mi się na zdjęciach promocyjnych wyglądały dla mnie jednak zbyt ciężko na żywo.




Jej twarz jak u większości lalek od Integrity ma wyraziste rysy. Jej imię - Imogen to jednocześnie nazwa moldu - tak jak w przypadku Barbie mamy Oriental 1980 czy Generation Girl 1998. W tym wydaniu Imogen ma niebieskie oczy, lekko przydymione oko z odcieniami złota, usta w podobnym kolorze do spódnicy i masę piegów na nosie i policzkach.



Wszystkie dodatki utrzymane są w kolorze złota. Pierścionek o nieregularnych krzywiznach - co niespotykane wśród lalek tej wielkości - naprawdę można założyć na palec (a nie jak w np. przypadku mattela mamy ,,przebitą" rękę). Do tego kolczyki, które producent na zdjęciach promocyjnych zakładał jako nausznice - czyli wzdłuż płatka ucha. We włosach ma spinkę z różowym kamieniem, która naprawdę się zapina. A przez ramię ma przewieszoną torebkę na drobnym łańcuszku - która, co pewnie już Was nie zdziwi, również się otwiera i można coś do niej włożyć. Z elementów których nie uchwyciłam na zdjęciach są jeszcze koronkowe, czarne rękawiczki - trzymam je właśnie w torebce - i złota bransoleta na lewej ręce. Do tego lalka ma jeszcze pomalowane paznokcie u rąk na złoto i z tego co pamiętam u stóp również.







Wrócę jeszcze na chwilę do jej stroju. Body jest przepięknie uszyte, na plecach ma wycięcie z tak jakby stworzonym wiązaniem, a z przodu zapina się na prawdziwy, działający drobniutki zamek. Spódnica zrobiona jest z dość sztywnego materiału, ma krój tzw bombki. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że ma również kieszenie! I od momentu odkrycia zawsze wykorzystuję je przy ustawianiu lalki.
Na nogach ma czarne zakolanówki - kabaretki.







A to po prostu zdjęcia, którym nie mogłam się oprzeć i po prostu musiałam wstawić. Jeden portret i Imogen w całej okazałości :)









wtorek, 7 kwietnia 2020

Nu.Face Majesty Giselle Diefendorf

Majesty Giselle Diefendorf z linii Nu.Face - od tej lalki zaczęła się moja przygoda z W Clubem firmy Integrity Toys. Był rok 2017 - po tej dacie widać, jak duże tyły mam w publikowaniu postów - zauroczona lalkami tej firmy w końcu postanowiłam dołączyć do klubu. O samym klubie - wszystkie za i przeciw - pisałam już → tutaj. Rok 2017 w W Clubie był według mnie bardzo udany. Powstało wiele modeli lalek, które już dzisiaj stały się kultowe i bardzo pożądane. Pamiętam, że mold Giselle zauroczył mnie już kilka lat wcześniej i kiedy okazało się, że właśnie ona będzie jedną z tzw 'upgrade dolls' (lalki możliwe do kupienia przy dołączaniu do klubu) postanowiłam się zapisać i zdobyć jedną z 3 moich 'must have' od Integrity.




Giselle nie była moją pierwszą Integritką, kilka lat wcześniej kupiłam Poppy Parker z drugiej ręki i FR16 Anais McKnight na aukcji zagranicznej. W wypadku Giselle po raz pierwszy miałam okazję otwierać lalkę tej firmy z pełnego, oryginalnego opakowania. Te lalki pachną luksusem...! Pewnie przynajmniej część z Was wie jak pakowane są Barbie Silkstone - u Integrity to codzienność. Po otwarciu shippera (kartonu do wysyłki) ujawnia nam się opakowane w pergamin czarne, mocne pudło z pokrywką. Po otwarciu widać lalkę, która ma zabezpieczone włosy specjalną siatką, kolana folią by się nie wyginały, a do tego przymocowana jest do tekturki za pomocą wstążek: w talii, kostkach i łokciach. Wszystkie dodatki: dodatkowe dłonie, biżuteria, torebka i buciki zapakowane są w oddzielne pudełeczko i  każdy z nich osobno w folię. Na nadgarstku widnieje metka z logiem linii Nu.Face.










Nie ma co ukrywać, że te lalki prezentują znacznie wyższy poziom niż obecne (porównując rok 2017 - choć obecnie nic się nie zmieniło na plus u Matella) Barbie kolekcjonerskie. Buty mają małe suwaki, w biżuterii są drobne kryształki, biżuteria jest metalowa: złota lub srebrna, a ciuszki zapinają się albo na suwak albo maleńkie haftki.






Dodatkowym atutem lalek od Integrity jest ich ruchome ciało - mają 12 punktów artykulacji: łokcie, kolana, biodra, nadgarstki, pod biustem, ramiona i głowę. Nie powiem, że jest to dla mnie wielki atut (bardzo lubię posągowe model muse u Barbie), ale na pewno ułatwia pozowanie i robienie ciekawszych zdjęć.

Twarz lalki jest przepiękna. Choć przyznaję, długo nie mogłam zrobić jej dobrego zdjęcia... Zielone oczy, różowe, lśniące cienie i delikatne usta. A do tego w standardzie prawdziwe rzęsy.




Ubrana jest w prostą białą sukienkę (pod spodem ma nawet prawdziwe majtki - również zapinane na haftkę, w dodatku beżowe - by nie prześwitywały przez sukienkę). Ten dość romantyczny wygląd przełamuje ciemny pasek, botki na obcasie i torebeczka, która wygląda jak jajko Fabergé.






Dużo się zmieniło w mojej ocenie tych lalek. I mimo, że Giselle jest piękną lalką, to straciła palmę pierwszeństwa kiedy w kolekcji pojawiła się przedstawicielka o innej twarzy... ;)
Na koniec ostatnie zdjęcie w całej okazałości :) A już niedługo kolejna przedstawicielka od Integrity z linii Nu.Face.



sobota, 21 marca 2020

Barbie Fashionistas #33 Fab Fringe #57 Zig&Zag #59 Tropi Cutie

Barbie Fashionistas zawładnęły światem Barbie. Co rok/pół roku wydawane są nowe serie zawierające po kilkanaście modeli. Różnią się odcieniem skóry, typem ciałek (tall, normal, petite i curvy), kolorem i typem włosów oraz oczywiście ubrankiem. Minusem jest to, że pierwotnie ta seria charakteryzowała się ruchomym ciałkiem z dużą ilością punktów artykulacji, co obecnie odeszło do lamusa a lalki są sztywne ;) Na szczęście szał na te lalki omija mnie dalekim łukiem! I szczerze go nie rozumiem, poza kilkoma naprawdę ciekawymi wydaniami... Lalki zrobione są kiepsko, trzeba kupować je tylko i wyłącznie stacjonarnie, bo nie wiadomo czy nie trafi się felerny egzemplarz z krzywymi oczami, pikselozą, źle nadrukowanymi ustami. Nie mówiąc już o ubrankach - które są nadrukowane, teoretycznie dwuczęściowe a tak naprawdę połączone ze sobą. Od każdej reguły jednak jest wyjątek. Te 3 sztuki (pierwotnie 4) miały w sobie to coś, że musiałam je kupić.




Wszystko zaczęło się od czerwonowłosej Mbili - to ona jest moją ulubienicą wśród całej serii Fashionistas. Kirze nie mogłam się oprzeć - ale kiedy wzięłam ją w swoje ręce czar prysł. Ciałko petite zdecydowanie do mnie nie przemawia, a i mold Oriental w tym wydaniu zrobił się jakiś bardziej płaski. Lalka za to uszczęśliwiła moją bratanicę - dlatego jej już więcej nie zobaczycie. A i wszystkie pozostałe zyskały u mnie nowy wygląd. Mimo, że te ubranka były całkiem niezłe (zwłaszcza te od Mbili - bardzo podoba mi się bluzka w kwiaty) - każda została wystylizowana na nowo!

Zacznijmy trochę od końca - określana jako #59 lub Tropi Cutie urocza Murzynka z afro. To nowy mold - ale zabijcie mnie, nie wiem jak się nazywa - do tych nowych nie mam głowy. W ciągu kilku lat powstało ich tak dużo, że po prostu się pogubiłam. Pierwszy raz zobaczyłam ją u Sandry i to właśnie jej przeróbka zainspirowała mnie do stworzenia swojej lalki.
Przemalowałam i zamknęłam jej usta i przebrałam w super ciuszki od naszych znanych, polskich, lalkowych krawcowych, które możecie znaleźć na instagramie:
- koszula od @kawkanastyle
- spodnie od @anna.anncollection






Druga z mojej ekipy Fashonistas to #57 lub Zig&Zag. Lalka o bardzo ciekawym wyglądzie - bardzo ciemnej karnacji, blond włosach na połowie głowy i wmoldowanych warkoczykach. Najbardziej irytujące w tej lalce były wściekle różowe usta - no kto normalny by się tak pomalował - nie pasowały do karnacji i zdecydowanie odznaczały się na jej twarzy. Więc i w jej przypadku zdecydowałam się na przemalowanie. Dołożyłam jej kolczyki, a sukienka jest autorstwa @aprilsevenblog.






Na koniec moja ulubienica - #33 czyli Fab Fringe. Kiedy zobaczyłam jej uroczą buzię i te czerwone loczki nie mogłam się oprzeć zakupowi. Jej wysokie ciałko jest moim ulubionym z nowych. Udało mi się trafić taką z naprawdę ładnym makijażem, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dała jej nowych ciuszków - zarówno koszula jak i spodnie są od @ayaaida00. I muszę Wam powiedzieć, że ten look po prostu kocham! Odkąd ją tak ubrałam - więcej już nie przebierałam!






No i tu razem - cała moja trójka :) Więcej Fashionistas nie planuję, ale kto to wie co wydarzy się w przyszłości...